Jak co roku w listopadzie, w ramach rekrutacji przyszłorocznych pierwszaków do szkoły podstawowej, odbyło się w STO na Bemowie spotkanie z rodzicami dzieci, które w kolejności zapisów znalazły się na miejscach „wchodzących”. Moją rolą podczas takiego zebrania jest przybliżenie programu szkoły, zasad, jakimi kierujemy się we współpracy z rodzicami, a także stanu obecnego i perspektyw naszej placówki. Korzystam też z okazji, by opisać szersze tło jej funkcjonowania, które zresztą zmienia się niemal z roku na rok. Zazwyczaj na gorsze, choć tym razem, po raz pierwszy od wielu lat, pozwoliłem sobie na delikatny optymizm.
Wśród licznych recept na lepszą przyszłość edukacji można odnaleźć pogląd, że należy uczniom pozostawić jak największą swobodę wyboru czasu, miejsca i tematu nauki. To w oczywisty sposób zderza się z praktyką działania tradycyjnej szkoły, gdzie takiego wyboru nie ma albo jest on bardzo ograniczony.
Wydaje się oczywiste, że człowiek skuteczniej uczy się bez przymusu. Z tego wysnuwa się wniosek, że swoboda w zakresie nauki szkole niezawodnie zwiększyłaby jej skuteczność, nie mówiąc już nawet o poprawie samopoczucia uczniów. Pomny jednak doświadczenia wielu lat pracy, ostrożnie podchodzę do tych twierdzeń. W ostatnich dniach zdarzyło się coś, co podsyciło moje wątpliwości.
Ani się obejrzałem, a 15 listopada mojemu blogowi stuknęła „ósemka”. Dokładnie osiem lat temu opublikowałem pierwszy artykuł, który poświęciłem pedagogicznej bezradności wobec wyzwań, jakie przynosi ze sobą upowszechnienie internetu.
Przeglądając ostatnio ONET, ujrzałem panią Katarzynę Lubnauer, która, przypięta pasem do fotela w samochodzie, z zapałem udzielała wywiadu siedzącej za kierownicą dziennikarce. Odkryłem w ten sposób nowalijkę na portalu, jaką jest ONET Watch, czyli rozmowy w formie króciutkich filmów, mające zapewne przyciągnąć zainteresowanie odbiorców nawykłych już do poetyki rodem z Tik Toka. Ponieważ sam preferuję dłuższe formy, przewinąłbym ekran bez refleksji, gdyby nie osoba prominentnej polityczki, wymienianej w gronie kandydatów na funkcję ministra edukacji narodowej (z nauką lub bez). Pomny swojej misji Doradcy Obywatelskiego ds. Edukacji postanowiłem zatem obejrzeć.
To moja pierwsza wypowiedź w samozwańczej roli Doradcy Obywatelskiego ds. Edukacji (DOE). Dzielę się w niej obawą, że nowe władze mogą przejąć styl uprawiania polityki edukacyjnej od jeszczeministra Czarnka. Chociaż niemało głosów oddanych w wyborach na opozycję zawdzięczamy temu właśnie politykowi, to pokusa skorzystania z tych samych atrybutów władzy może być ogromna. Byłoby rzeczą fatalną, gdyby minister edukacji w nowym, demokratycznym rządzie, nawet w najszlachetniejszej intencji spełnienia obietnic wyborczych lub uzdrowienia polskiej oświaty, wszedł w koleiny odciśnięte przez swojego autorytarnego poprzednika.
A więc wygrana opozycji – tak upragniona przez wielu – i powszechny niepokój, czy przekazanie władzy odbędzie się bez przeszkód. Owa niepewność najdobitniej świadczy, jak bardzo chora jest obecnie polska demokracja.
Osobiście jestem dobrej myśli. Nie tak łatwo będzie rządzącym zrobić we frontowym kraju Unii Europejskiej rewolucję październikową, by dalej „w imieniu ludu” umacniać swoją autorytarną władzę. Na takim właśnie przekonaniu opieram myśli, którymi wybiegam w najbliższą przyszłość.
Trzeci rok z rzędu uczniowie i nauczyciele z STO na Bemowie obchodzili Święto Edukacji Narodowej w plenerze, spacerując w ramach akcji, którą określamy w Szkole mianem STOkatonu. Jej pierwowzorem jest ECCO Walkaton, impreza organizowana jakiś czas temu w Warszawie, której uczestnicy za każdy kilometr przespacerowany w wyznaczonym czasie i miejscu mogli wybrać beneficjenta, któremu firma ECCO przekazywała pewną kwotę darowizny. My czynimy to samo, oczywiście na dużo mniejszą skalę, ale ku równie wielkiej satysfakcji wszystkich zainteresowanych. Zgromadzone fundusze trafiają na wybrany cel związany z edukacją.
W 2023 roku absolwenci STO na Bemowie, a dokładniej, Społecznego Liceum nr 99 w Warszawie, po raz pierwszy zdawali egzamin maturalny. Stanowił on, jak w przypadku całego rocznika, ukoronowanie wyjątkowo nieszczęśliwej drogi edukacyjnej. Naznaczyło ją nagłe przedłużenie o dwa lata nauki w szkole podstawowej, prowizorka podstaw programowych w klasach 7-8, rozpoznawanie bojem nowego programu nauczania w czteroletnim liceum ogólnokształcącym oraz nowa formuła matury. Ta ostatnia wzbudziła zresztą ogromne kontrowersje, szczególnie w zakresie kryteriów oceniania prac z języka polskiego, które były modyfikowane jeszcze na krótko przed samym egzaminem.
Tym, co wielu ludzi najbardziej wciąga w internecie, są ostre wymiany zdań, wypływające ze skrajnie różnych poglądów. Szczególnie widać to na portalach społecznościowych, gdzie zabierając głos w jakiejś sprawie, zazwyczaj można napotkać w komentarzach odmienne opinie, czasem docinki, krytykę lub wręcz otwartą wrogość. Ta ostatnia dorobiła się nawet specjalnego określenia – hejt, najwyraźniej wielce użytecznego, bo błyskawicznie zadomowiło się w potocznej polszczyźnie.
Inspiracji do tego artykułu dostarczył mi pewien komentator, wypowiadający się czasem pod postami na fejsbukowym profilu NIE dla chaosu w szkole. To miejsce, w którym regularnie pojawiają się linki do materiałów krytycznych wobec obecnych władz oświatowych. Niewątpliwie moja bańka informacyjna, do której zaglądają czasem także goście o innych poglądach.
W 39. numerze tygodnika „Przegląd” Tomasz Jastrun dzieli się odczuciami po podwyżce swoich świadczeń kombatanckich. Urzędowe pismo w tej sprawie otrzymał wraz z listem od premiera Morawieckiego, jak pisze: „…podniosłym, nawet patetycznym, o wdzięczności, o zasługach”… Poeta, pisarz i felietonista, znany jako zaciekły wróg PiS, z niejakim zakłopotaniem przyznaje, że poczuł „coś… coś jakby wdzięczność”. Jest zakłopotany, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że to gest władzy wynikający jedynie z przedwyborczego wyrachowania. A jednak… skuteczny. Swoje odczucia przyrównuje Jastrun do odruchu psa, któremu rzucono właśnie mięsistą kość.