Kiedy ostatnio wyjaśniłem Czytelnikom bloga, dlaczego nie napisałem jeszcze książki o swojej szkole, otrzymałem wiele wyrazów wsparcia i zachęty, aby nadrobić ten brak. Odezwały się zarówno osoby znane mi, których zdanie bardzo cenię, jak nieznane, którym też bardzo dziękuję za zaangażowanie. W zasadzie powinienem więc rzucić wszystko i zabrać się do pisania mojego opus magnum, ale powstrzymuje mnie nie tylko wspomniany wtedy brak pewności siebie, ale także twarde dane dotyczące społecznego zapotrzebowania na moją twórczość pedagogiczną. Otóż papierowy kwartalnik „Wokół szkoły”, który wydawałem w latach 2014-2019, nie okazał się sukcesem, ani pod względem zainteresowania, ani finansowym. Kładę to na karb ogólnie malejącego zainteresowania słowem drukowanym, tudzież łatwością, z jaką można docierać do różnych treści drogą elektroniczną, co oszczędza mitręgi zamawiania, kupowania, przesyłania, wertowania i składowania wydania papierowego. Ewentualna książka byłaby też niczym innym, jak bytem papierowym. Dlaczego miałby ją spotkać lepszy los, niż perły moich myśli spoczywające w zakurzonych egzemplarzach kwartalnika „Wokół szkoły” na półkach w magazynie?