Blog

Znaki czasów i dlaczego jest tak, jak jest?

(liczba komentarzy 0)

   Już od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem napisania na blogu o zjawiskach, które w sposób szczególny odzwierciedlają zmiany, jakie zaszły w społeczeństwie na przestrzeni ostatnich lat; ważnych z punktu widzenia refleksji pedagogicznej. Muszę zresztą przyznać się do pewnej fascynacji tymi swoistymi „znakami czasów”, jeszcze niedawno trudnymi do wyobrażenia, a teraz spokojnie mieszczącymi się w spektrum normalności. Przedziwna to fascynacja, często pełna niedowierzania, czasem też zadumy nad społeczeństwem najwyraźniej pozbawionym drogowskazów, które kiedyś wydawały się ponadczasowe.

Więcej...

Nagonka pospolita polska

(liczba komentarzy 1)

   Prawdopodobnie znaczna część czytelników mojego bloga – ludzi w sposób szczególny zainteresowanych problemami edukacji, zdążyła już dowiedzieć się o krzywdzie, jaką zrobiła swojej uczennicy pewna nauczycielka „ze szkoły podstawowej nieopodal Gdyni”. Post pierwotnie umieszczony na fejsbuku przez pana Przemysława Kleniewskiego w piątek 20 kwietnia, z siłą wodospadu rozprzestrzenił się w internecie, najpierw wśród ludzi związanych z oświatą, a następnie w mediach o szerszym zasięgu. Ja napotkałem go na Onecie, który zresztą wprost podał nazwę miejscowości, gdzie pracuje owa skazana bez sądu na infamię nauczycielka.

Więcej...

System edukacji w służbie społeczeństwa

(liczba komentarzy 6)

   Wprowadzenie (w trzech odsłonach)

   Około połowy marca – jak Pan Bóg dyrektorowi szkoły przykazał – zabrałem się za projektowanie arkusza organizacyjnego na kolejny rok. I zadumałem nad kołem, jakie na moich oczach zatoczyła historia. Oto bowiem ćwierć wieku temu po raz pierwszy powierzyłem w STO na Bemowie nauczanie biologii i geografii w klasie piątej jednemu nauczycielowi. Teraz, w ramach „dobrej zmiany w edukacji”, przyszło mi przywracać obowiązujący wcześniej podział. A przecież ówczesny eksperyment, kilka lat później usankcjonowany wprowadzeniem w szkołach przedmiotu „przyroda”, wynikał z przesłanek, które do dziś nie straciły aktualności.

Więcej...

Houston, mamy problem!

(liczba komentarzy 2)

   Popularność, jaką zyskał w sieci mój poprzedni wpis na blogu, poświęcony konferencji dziennika „Rzeczpospolita” EDUKATOR 2018, a w jej kontekście osobie pani minister Anny Zalewskiej, bardziej mnie zmartwiła niż ucieszyła. Powiedzmy szczerze – pośród materiałów opublikowanych na stronie „Wokół szkoły”, nie mówiąc już o papierowym kwartalniku pod tym samym tytułem, nie wyróżnia go ani poziom refleksji pedagogicznej, ani jej oryginalność. Za atrakcję można uznać chyba tylko samą krytykę poczynań szefowej resortu edukacji, ale przecież większość moich czytelników i tak negatywnie ocenia dokonania tej pani. A jednak artykuł rozszedł się jak świeże bułeczki. Widać w tym ogromną potrzeba odreagowania poczucia bezsilności wobec trwającej destrukcji systemu edukacji.

   Jako rzekłem, moja satysfakcja z szerokiego zasięgu ostatniej publikacji jest mniejsza niż smutek, że taka jest dzisiaj debata publiczna. Że o pozytywnym odbiorze komunikatu decyduje bardziej jego ładunek emocjonalny niż zawartość merytoryczna. Tymczasem widzę ogromną potrzebę przemyślanych, szeroko zakrojonych i wolnych od emocji działań w sferze edukacji, bowiem system najwyraźniej nie radzi sobie ze zmianami, jakie gwałtownie zachodzą w społeczeństwie.

Więcej...

Pani minister w trzech interakcjach, z uogólnieniem

(liczba komentarzy 11)

   Muszę przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie znalazłem się w tak wysokich sferach, jak 15 marca, kiedy to wziąłem udział w jednym z paneli dyskusyjnych w ramach konferencji „EDUKATOR 2018”, organizowanej przez dziennik „Rzeczpospolita”. Jak zapisano w zaproszeniu, celem owego wydarzenia było „zderzenie perspektyw reformatorów i biznesu oraz przygotowanie stosownych rekomendacji”. Rzecz dotyczyła przede wszystkim roli systemu edukacji w przygotowaniu młodego pokolenia do wejścia na rynek pracy.

Więcej...

Najlepiej być młodym, pięknym, bogatym, mądrym i zdrowym!

(liczba komentarzy 9)

   Ilekroć słyszę rozmaite postulaty pod adresem współczesnej polskiej szkoły, tylekroć przychodzi mi na myśl fraza, która zawarłem w tytule tego artykułu. Oczywiście społeczna presja na zmiany jest niezbędna, bez niej ryzykujemy pozostanie na wieki wieków w epoce pedagogiki łupanej, ale doprawdy, niektóre tematy budzą już tylko moje znużenie. Należy do nich kwestia lektur szkolnych i w ogóle roli szkoły w promowaniu czytania książek. W swoim czasie poświeciłem temu artykuł w papierowej wersji „Wokół szkoły” ("O lekturach szkolnych inaczej", nr 3/2014), którego konkluzja była taka, że regres czytelnictwa jest w największym stopniu oczywistym następstwem pojawienia się innych źródeł rozrywki, wiedzy oraz sposobów spędzania czasu. I żadne zaklęcia, ani obarczanie winą szkoły tego stanu rzeczy nie odmienią.

   Do ponownego zajęcia się kwestią lektur skłonił mnie post napotkany na profilu fejsbukowym Fundacji EDU-klaster, autorstwa CEO tej organizacji Wojtka Gawlika. Nasunął mi on cały szereg refleksji, więc postanowiłem skorzystać z okazji i dokonać na blogu „Wokół szkoły” lokowania swoistej marki, jaką stanowi autor rzeczonego artykułu. Z nutą polemiki wobec jego tez, co wcale nie wyklucza szacunku i uznania „za całokształt”.

Więcej...

Po co odróżniać Mickiewicza od Leśmiana?

(liczba komentarzy 10)

   Żyjemy w pięknych czasach, kiedy myśl ludzka, wolna w bezkresnej przestrzeni internetu, poddaje refleksji najbardziej nawet odległe i abstrakcyjne sprawy tego świata. Idąc za wezwaniem poety sięgamy, gdzie wzrok nie sięga. My – już nie tylko garstka jajogłowych, ale MY WSZYSCY, zrównani przez internet w poczuciu własnej wartości i gotowi wypowiadać swoją opinię na każdy możliwy temat.

   Nie inaczej dzieje się w sferze edukacji, w której co i rusz na powierzchni rzeczywistości pojawiają się bąbelki znamionujące ferment intelektualny. Tylko na rodzimym podwórku w ostatnich latach intensywnie debatowaliśmy nad tym, czy człowiek sześcioletni jest wystarczająco dojrzały, by rozpocząć odsiadywanie wyroku 12 lat w szkolnej ławie, pochylaliśmy się nad sensem nie-istnienia gimnazjów i rozbieraliśmy na czynniki pierwsze nowe podstawy programowe.

Więcej...

Kodeks smartfonowy - pierwsza odsłona dyskusji

(liczba komentarzy 7)

   Jakkolwiek większość tego, co piszę na blogu jest oparte na osobistych doświadczeniach i przemyśleniach wynikających z wykonywanej pracy, to rzadko poruszam tutaj zagadnienia bezpośrednio powiązane z działalnością Zespołu Szkół STO na Bemowie, którego jestem dyrektorem. Dzisiaj jednak sięgnę wprost na własne podwórko, a to dlatego, że temat, jaki mamy właśnie „na tapecie” w naszej szkole jest bardzo nośny i jak podejrzewam, stanowi źródło rozterek w wielu placówkach. Rzecz dotyczy mianowicie smartfonów.

   Rok już mija z okładem od czasu, kiedy po raz pierwszy w gronie nauczycieli, uczniów i rodziców zastanawialiśmy się, co zrobić z tym fantem. Że jest problem – nikt nie ma wątpliwości. Nadużywanie do granic uzależnienia, pogorszenie relacji międzyludzkich w świecie realnym, spadek jakości komunikacji, domniemane zmiany w psychice młodych ludzi, a chyba i nie tylko młodych. Gorzej z rozwiązaniami. Kusząca „opcja francuska”, czyli całkowity zakaz użytkowania na terenie szkoły, oznacza w gruncie rzeczy dezercję, zostawienie młodych ludzi i ich rodziców samych z problemem. A przecież misją szkoły jest pomagać i kształcić.

 

Więcej...

Szkoło, Ty ponad poziomy wylatuj!

(liczba komentarzy 3)

   Pochłonięty szykowaniem do druku 12. numeru kwartalnika „Wokół szkoły” zaniedbałem na czas jakiś prowadzenie bloga. Niestety, multitasking czyli wielofunkcyjność jest być może cechą pokolenia cyfrowych tubylców, ale tacy cyfrowi imigranci jak ja nie bardzo potrafią się rozpięcioić. Tak więc blog (chwilowo) leżał i poleżałby jeszcze trochę, gdyby moja koleżanka Dorota Lisowska, wicedyrektorka szkoły Edulab ze Starych Babic nie była uprzejma dostarczyć mi zapiski z ostatniego seminarium „Wokół szkoły”, podczas którego w miłym i kameralnym gronie rozmawialiśmy m.in. o znaczeniu pojęcia „poziom szkoły”. W pierwszej chwili zarówno Dorota, jak i ja chętnie dopisalibyśmy je do listy „balonów” edukacyjnych, zainicjowanej przez Danutę Sternę, o której (zarówno liście, jak Danucie) wspomniałem w poprzednim felietonie. Bo w istocie, chociaż wszyscy mniej więcej wiedzą, co oznacza stwierdzenie, że szkoła ma wysoki poziom, to każdy może rozumieć je po swojemu. Wynika z niego niewiele informacji, którymi warto by kierować się, decydując o wyborze tej nie innej placówki.

Więcej...

Balony hipokryzji? Tak, ale...

(liczba komentarzy 2)

   Ciekawy prezent sprawiła uczestnikom i obserwatorom debaty publicznej na temat edukacji Danuta Sterna, ekspertka pracująca w prowadzonym przez Centrum Edukacji Obywatelskiej programie Szkoła Ucząca Się, spiritus movens idei i praktyki oceniania kształtującego, słowem, osoba w najwyższym stopniu kompetentna. W felietonie zamieszczonym na swoim blogu na platformie Oś świata (https://osswiata.pl/sterna/), 23 grudnia, a więc niejako „pod choinkę”,  zebrała cały szereg przykładów, jak to nazwała, „balonów”, czyli pojęć często używanych w kontekście edukacji; nieprecyzyjnych jej zdaniem lub wręcz pozbawionych realnej treści. Pojęć-wytrychów, które, poza tym, że nic nie wnoszą, to służą czasem atakowaniu nauczycieli, obrazując wymagania nieosiągalne, albo podlegające różnym możliwym interpretacjom. Zapowiedziała przy tym poświęcenie kolejnych felietonów każdemu „balonowi” z osobna.

Więcej...

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...