Tak jak się trochę obawiałem, mój poprzedni wpis na blogu, wskazujący na niebezpieczeństwo związane z zapowiadaną przez panią minister Zalewską obowiązkową rejestracją osób wchodzących do szkoły, nie wzbudził specjalnego zainteresowania. Garść lajków, kilka udostępnień i jeden, jedyny komentarz, życzliwy, ale otwarcie sceptyczny wobec mojego wywodu. Bardzo jednak symptomatyczny, więc pozwolę sobie go tutaj zacytować.
A jaką wagę ma argument o rejestracji do proponowanej zmiany? To tak, jakby mechanik, stojący przed samochodem z niesprawnymi hamulcami, stwierdził, że kolor maski uniemożliwia bezpieczną jazdę. To już bicie piany. Czy naprawdę z merytorycznej dyskusji sami rezygnujemy?
Z całym szacunkiem dla autora, śmiem twierdzić, że strzelił sobie w kolano. Argument o budowaniu bezpieczeństwa w wyniku rejestrowania gości potwierdza tezę, że przygotowujemy uczniów do życia we współczesnym świecie. Bramki, numerki i monitoring są w każdym urzędzie, a nawet i placówkach zdrowia. Czyli wszystko gra.
Życzyłabym sobie więcej merytoryki niż czepiania się dziury w całym.
Pozdrawiam serdecznie