Blog

Pochwała systemu… kaucyjnego

(liczba komentarzy 0)

   Wraz z perspektywą rychłego nadejścia wiosny dopadła mnie potrzeba napisania czegoś bardziej pogodnego niż zazwyczaj. Nie będzie to zatem artykuł z zakresu polityki oświatowej, bo parafrazując „Kubusia Puchatka”, im bardziej zaglądam do kompasu, tym bardziej sensu w nim nie ma. Cały szereg innych tematów z tej dziedziny, dobijających się o uwagę, również musi poczekać na swój moment. A tymczasem napiszę o… butelkach.

   Przed chwilą wrzuciłem do bagażnika samochodu cztery puste plastikowe opakowania po napojach, które pozostały po sobotnim rodzinnym obiedzie. Odkąd wszedł w życie system kaucyjny, wożę kosz, w którym gromadzę takie odpady. Raz w tygodniu, przy okazji zakupów, wrzucam kolejną porcję do butelkomatu, inkasując kwit na kilka złotych, który zamieniam potem przy kasie na gotówkę. Uzyskane, czy raczej odzyskane pieniądze wrzucam… do skarbonki.

   W lutym zgromadziłem 24 złote, czyli spieniężyłem 48 butelek. Skutkiem ubocznym tej operacji było wystawienie do comiesięcznego odbioru przez śmieciarkę tylko jednego worka plastikowych odpadów, a nie dwóch, jak wcześniej.

   Wprowadzenie systemu kaucyjnego wzbudziło wiele krytycznych opinii. A to, że butelkomaty są często niesprawne, a to że najpierw trzeba wyłożyć dodatkowe 50 groszy lub złotówkę, więc uzyskanie zwrotu nie jest oszczędnością tylko zmniejszeniem straty, a to wreszcie, że cała operacja nie ma sensu, bo firmy zbierające śmieci podwyższą opłaty z powodu ubytku surowca.

   Cóż, z automatami do zwrotu rzeczywiście było sporo kłopotu na początku, ale z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej. Co do konieczności włożenia dodatkowych 50 groszy (albo złotówki za butelkę szklaną), to jestem wystarczająco stary by pamiętać, że podobny system działał w czasach, gdy opakowań plastikowych nie było, a jakoś nikt nie sarkał wobec konieczności przyniesienia do sklepu szklanych butelek na wymianę lub odniesienia do punktu skupu. A jeżeli leniwi wystawiali je do śmietnika, to zaraz trafiały do wtórnego obiegu za sprawą rozlicznych zbieraczy. Dzisiaj zrobiliśmy się wygodniccy, płacąc za to cenę potwornego zaśmiecenia Ziemi plastikiem, więc każdy wysiłek w celu jego ograniczenia ma sens. A już szczególnie w czasach, gdy pojęcie „dobro wspólne” zalega gdzieś w lamusie.

   W związku z powyższym uroczyście oświadczam w tym miejscu, że podoba mi się (!) wprowadzenie kaucji za butelki. Zamierzam nadal zbierać w skarbonce-śwince odzyskane w ten sposób pieniądze, tak jak robiłem to kiedyś z monetami pięciozłotowymi, które pracowicie wyławiałem z portmonetki, tworząc zapas na jakiś ekstra wydatek. Można się z tego śmiać, ale w gruncie rzeczy czy to komuś szkodzi?!

   Chciałbym przy tej okazji zwrócić uwagę, że gromadzenie pustych plastikowych butelek (i potem zorganizowane oddawanie ich do butelkomatu) może być formą zbierania funduszy przez młodych ludzi. Oczywiście ktoś może zauważyć w tym miejscu, że każdy chętnie sam przytuli takie grosze i złotówki, ale ja sądzę, że umówienie się z klasą, czy nawet w ramach całej szkoły, na taką formę gromadzenia środków pieniężnych na rzecz uczniowskiego samorządu, jest całkiem realne. Dodatkowo też pożyteczne pedagogicznie, bo od czegoś warto zacząć przywracanie z niebytu pojęcia dobra wspólnego.

   Z kolei pod adresem rodziców dzieci, które właśnie dojrzewają do otrzymywania kieszonkowego, dołączam sugestię, by wciągnąć je do domowego gromadzenia pustych butelek i oddawania ich do skupu. Własne, wypracowane w ten sposób fundusze, nawet niewielkie, pomogą w nauce szacunku dla pracy i w poznawaniu wartości pieniądza.

PS. Warto też pochwalić, że system obejmuje również puszki aluminiowe!

Wróć

Dodaj komentarz

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...