Blog

Ekonomia polityczna dla nauczycieli (i) marzycieli

(liczba komentarzy 1)

   Niewiele łączy polskich nauczycieli bardziej niż ich niezadowolenie z wysokości zarobków. Dodajmy od razu, że słuszne. Sytuacja, w której minimalne wynagrodzenie osoby z wyższym wykształceniem, rozpoczynającej pracę, od lat toczy rozpaczliwy pojedynek z ustawową płacą minimalną, nie tylko urąga godności tego zawodu, ale przede wszystkim odstrasza od niego młodych, którzy mogliby z czasem zastąpić starsze pokolenie i pociągnąć polską edukację w przyszłość. Władze mają tego świadomość, co jednak nie przekłada się na polityczne decyzje. Tak, polityczne, bo wysokość gaży nauczyciela w szkole publicznej stanowi, proszę Czytelnika, problem polityczny, a nie rynkowy. Niestety, równie nierozwiązywalny, jak skup opakowań szklanych w słusznie minionych czasach PRL-u.

   „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”…

- taką piękną nazwę nosi obywatelski projekt ustawy, złożony w 2021 roku w Sejmie przez Związek Nauczycielstwa Polskiego, leżakujący tam po dziś dzień, z krótką przerwą na początku 2024 roku, kiedy odbyło się pierwsze czytanie. Zakłada on powiązanie wynagrodzeń nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce, co miałoby zagwarantować utrzymanie ich realnej wartości, niezależnie od decyzji politycznych. Wszystko wskazuje na to, że pozostanie nadal w sejmowej „zamrażarce”, pomimo obietnicy premiera Tuska nadania biegu sprawie. Również ponawiane co jakiś czas deklaracje ministry Nowackiej, że do końca obecnej kadencji rząd zaproponuje mechanizm powiązania płac nauczycieli z jakimś wskaźnikiem makroekonomicznym, nie zwiastują przełomu, co pokrótce tutaj uzasadnię z perspektywy polityki i ekonomii.

   Nauczyciele chcieliby zostać potraktowani jak medycy,…

...których minimalne wynagrodzenia są corocznie waloryzowane względem średniej krajowej. Płaca lekarza specjalisty na etacie w publicznej placówce ochrony zdrowia musi obecnie wynosić co najmniej 12 910 zł., zaś pielęgniarki ze specjalizacją 11 486 zł. Najwyżej ulokowany w tabeli minimalnych wynagrodzeń MEN nauczyciel dyplomowany (6 397 zł. za etat) plasuje się niżej niż sekretarka medyczna/rejestratorka (6 945 zł.), wyżej tylko od salowej/sanitariusza (5787 zł.).

   Patrząc na podane kwoty nietrudno zrozumieć niechęć rządzących do procedowania projektu ZNP. Biorąc pod uwagę, że zmiana musiałaby dotyczyć półmilionowej rzeszy ludzi, potencjalne koszty należałoby liczyć w dziesiątkach miliardów złotych rocznie, i to „na sztywno”, czyli z waloryzacją w każdym kolejnym budżecie. Takich pieniędzy minister finansów nie znajdzie; raz, ze względu na ogromne potrzeby zbrojeniowe, dwa, bo już wie, jakie problemy generują obecne zasady kształtowania wynagrodzeń medyków.

   Politycy Koalicji najchętniej wycofaliby się z tej ustawy,…

...mimo, że jako opozycja przegłosowali ją ramię w ramię z rządzącą wówczas Zjednoczoną Prawicą. Po prostu koszty przyjętego rozwiązania rozsadzają budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Z tej perspektywy medialną nagonkę na horrendalne zarobki niektórych lekarzy, skutkującą zakusami odgórnego ograniczenia wysokości zarobków, należy odbierać jako doraźną próbę złagodzenia problemu. Ustawa powoduje jednak, że rząd ma związane ręce, więc politycy większości parlamentarnej byliby niespełna rozumu, gdyby podobne rozwiązanie przyjęli dla jeszcze liczniejszej grupy zawodowej. Tym bardziej, że… nie muszą, bo pozycja przetargowa nauczycieli jest bardzo słaba.

   Koalicja ma tylko jeden problem –

wspomnianą już obietnicę, złożoną przez Barbarę Nowacką, jakiegoś powiązania zarobków nauczycieli ze wskaźnikiem makroekonomicznym, przed końcem obecnej kadencji parlamentu. Co oznacza – przed wyborami, a nauczyciele są pokaźną grupą elektoratu, której nie należałoby drażnić. Ponieważ jednak, jak już wykazałem, nie może być mowy o zastosowaniu takiego samego rozwiązania, co w przypadku medyków, znaleziono wyjście awaryjne. Piszę w trybie dokonanym, bo obserwując działania władz uważam, że zasadnicza rozgrywka już się dokonała.

   Grunt został przygotowany przekazem propagandowym,…

...skierowanym do szerokich kręgów społeczeństwa. Oto w narracji ministerstwa pojawiła się w pewnym momencie „bezprecedensowa wysokość podwyżek płac nauczycieli, sięgająca w tej kadencji 44%”. Na przeciętnym zjadaczu chleba taki odsetek musi robić wrażenie, a tylko nauczyciel zdaje sobie sprawę, że liczba ta jest procentem składanym z dwóch i pół roku, przy czym lwia część tej podwyżki, to istotnie radykalne, ale jednak tylko wyrównanie inflacyjne na starcie kadencji, dzięki któremu minimalne zarobki w tym zawodzie odparły atak płacy minimalnej. Również tylko nauczyciel zdaje sobie sprawę, jak skromna była baza, od której liczone jest to 44%.

   Aby ugruntować przekonanie o dobrej sytuacji materialnej nauczycieli, w przekazie propagandowym wykorzystano coraz bardziej powszechne zjawisko ich pracy w znacznie większym wymiarze godzin, niż przewidziany dla etatu. Wynika ono, z jednej strony, z potrzeby łatania braków kadrowych, szczególnie dolegliwych w placówkach wielkomiejskich, z drugiej, z chęci samych zainteresowanych, którzy dzięki temu osiągają wyższe zarobki. Najbardziej zapracowani faktycznie przekraczają granicę drugiego progu podatkowego, dumnie meldując się w mitycznej klasie średniej. Tylko osoby znające realia pracy w szkole wiedzą, że odbywa się to kosztem zdrowia, życia prywatnego, a także jakości pracy z uczniami, natomiast do opinii publicznej trafia wyłącznie propagandowy przekaz, wielokrotnie powtarzany ostatnio przez szefostwo MEN, o przekraczaniu tego progu przez nauczycieli, oczywiście za sprawą tych podwyżek, które otrzymali od obecnej władzy. To ostatnie jest kłamstwem, które, wielokrotnie powtarzane, kształtuje opinię publiczną, co jest tym łatwiejsze, że z wielu względów nie darzy ona obecnie nauczycieli sympatią i uznaniem.

   Nie wiem, co dokładnie skłoniło rząd premiera Tuska do wprowadzenia dodatkowego progu podatkowego, dzięki czemu klasa średnia zaoszczędzi na podatkach od kilkudziesięciu złotych, nawet do trzech tysięcy sześciuset rocznie. Jestem jednak przekonany, że jedną z przyczyn musiał być właśnie ambaras z nauczycielami. Pozwolę sobie wieszczyć, że gdy zbliży się koniec kadencji, owa oszczędność stanowić będzie doskonałe usprawiedliwienie niedotrzymania obietnicy. Już widzę oczami duszy rolkę, w której ministra wyjaśnia, że dotrzymanie słowa było niemożliwe z powodu napiętej sytuacji budżetowej, ale przecież rząd w istotny sposób poprawił sytuację podatników, w tym także wielu nauczycieli. Szach i mat!

   Czy istnieje alternatywny scenariusz dalszych wydarzeń?!

   I tak, i nie. 

   Nie, bo ten, który zarysowałem, jest z punktu widzenia władz oczywisty, a strona społeczna, reprezentowana przez związki zawodowe, nie posiada narzędzi nacisku, by wymusić korzystną dla siebie zmianę. 

   Tak, bo takowy… istnieje, tylko jest starannie pomijany w debacie publicznej. To koncepcja - wywodząca się z fejsbukowej społeczności oraz Fundacji „Ja, Nauczyciel” - powiązania płac nauczycieli w najniższym wynagrodzeniem. Całość jest klarownie wyłożona TUTAJ, ja tylko wspomnę, że w przeciwieństwie do średniej krajowej płaca minimalna jest wskaźnikiem, na który rząd ma realny wpływ, co zmniejsza ryzyko szoku budżetowego. I nie należy zrażać się słowem „minimalna”, bo właściwe ustawienie współczynników do przeliczeń może na tej bazie zagwarantować nauczycielom godziwy poziom wynagrodzeń.

   Powszechne milczenie wokół powyższej koncepcji daje się wytłumaczyć tym, że w pakiecie z nią znajduje się postulat powołania samorządu zawodowego nauczycieli, co w sposób oczywisty jest nie po myśli ani rządzącym (bo stałby się, na przykład, obligatoryjnym recenzentem wszystkich powstających bez kontroli społecznej kompasów), ani związkom zawodowym, będącym obecnie jedynym reprezentantem środowiska nauczycielskiego. Na tę chwilę zatem, mogącą potrwać jeszcze przez lat dziesięć i więcej, sytuacja materialna nauczycieli pozostanie zależna od woli polityków, którzy generalnie, niezależnie od reprezentowanej opcji ideologicznej, edukację uważają za koszt, a potrzeby nauczycieli, za niepotrzebne obciążenie dla budżetu państwa.

   Szach-mat i... pat!

Wróć

Dodaj komentarz

Skomentował Piotr

Mam pomysł by się zrewanżować MEN-owi przez powiązanie płac maksymalnych w nim ze średnią płacą nauczycieli. Na początek proponuję 0,5 płacy nauczycieli

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...