Blog
Czy można wierzyć nauczycielowi?
(liczba komentarzy 4)
Odpowiadając na tytułowe pytanie: można. Należy. Warto! W dobrze pojętym interesie dziecka i społeczności, do której ono należy. Poniżej garść moich przemyśleń na ten temat, inspirowanych szkolną codziennością.
* * *
Cały czas usilnie staram się do tego przyzwyczaić i cały czas mam z tym problem. Chodzi o brak zaufania do nauczycieli; przekonanie niektórych rodziców, że potrafią kompetentnie wskazać ich błędy i opisać, jak powinni postąpić w sposób właściwy. Taka postawa ujawnia się w różnych sytuacjach, na przykład w postaci komentarza do przebiegu zajęć, ustalonej oceny, notatki wpisanej w sprawdzonej pracy klasowej, informacji o takim czy innym szkolnym działaniu. I nie jest okolicznością łagodzącą ostrość ferowanych sądów wykształcenie nauczyciela, jego doświadczenie, ogarnianie tematu w szerszym kontekście, np. całej klasy, a nie tylko pojedynczego dziecka.
Często czytam w internecie, że jako nauczyciele powinniśmy pilnie słuchać tego, co mówią rodzice, że marzy nam się niekwestionowany autorytet, na który nie zasługujemy, bo przecież popełniamy wiele błędów. Że rolą rodzica jest stawanie w obronie swojego dziecka. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy ten sam rodzic w gabinecie lekarza z równą pryncypialnością podważa diagnozę i przepisaną terapię?! Oczywiście materia jest nieco inna, ale analogia sama mi się narzuca. Znam się na pracy dydaktycznej i wychowawczej, którą wykonuję, i którą równocześnie nadzoruję w szkole, pełniąc funkcję dyrektora. Efekty tej pracy są widoczne, a że trwam na stanowisku 36 lat, to muszą być dobrze oceniane. A jednak czasem to nie wystarcza.
Najczęściej problem pojawia się w przypadkach dotyczących niewłaściwego zachowania ucznia. Niby taka szkolna rutyna – na przykład, padło wulgarne słowo pod adresem innego dziecka, nauczyciel reaguje, wpisuje uwagę, i w rezultacie… otrzymuje obszerną informację „jak było naprawdę”. Dziecko przedstawia w domu swoją własną wersję wydarzeń, niezawodnie dla siebie korzystną. Nie padło takie słowo, tylko inne. Nie była to agresja, tylko takie żarty. Pokrzywdzony sam zaczął. I tak dalej.
Od kilku lat już nawet zwykła uwaga w dzienniku może stać się zarzewiem konfliktu. Bo „według dziecka to było inaczej”. Albo, „to zachowanie nie pasuje do mojego dziecka”. Nauczyciele coraz więcej czasu muszą poświęcać na wyjaśnienie kwestii, które z ich punktu widzenia są oczywiste. Epistolografia elektroniczna kwitnie. Sprawy, które powinny się kończyć krótką reprymendą rodzica wobec ucznia i nakazem przeproszenia w szkole za zaistniałą sytuację, zaczynają ciągnąć się niczym rozprawy sądowe. Nawet po zakończeniu pozostawiają osad poczucia krzywdy. Obustronne poczucie solidarnego udziału w wychowaniu ma status kwiatu paproci.
Problemy opisanego tutaj typu coraz częściej trafiają do gabinetu dyrektora szkoły. Mój argument, że nauczyciel ma dobrą wolę i nie ma powodu, by krzywdzić dziecko niesłusznym oskarżeniem, w dobie powszechnej nieufności zazwyczaj okazuje się nieskuteczny. Bo przecież może mieć taki powód, w postaci choćby braku sympatii do dziecka, faworyzowania innego, albo chęci ukrycia jakiegoś swojego błędu. Trudno z tym dyskutować, ale na jedno pozwolę sobie zwrócić uwagę Szanownych Rodziców. Na jakiej podstawie uważacie, że relacja zdana przez dziecko w domu jest prawdziwa, podczas gdy wersja, którą przedstawia Wam nauczyciel – fałszywa?! „Moje dziecko nie kłamie”?! A dlaczego?! Skąd ta pewność, że w domu mówi prawdę?! Skąd pewność, że nie czuje obawy przed przyznaniem się rodzicom do nieładnego postępku?! A może ma – chwalebną skądinąd – pewność wsparcia w domu i wykorzystuje ją, by uniknąć szkolnych konsekwencji?!
Drodzy Rodzice! Pamiętajcie, że szkolne konflikty zazwyczaj dotyczą nie tylko Waszego dziecka, ale także innych uczniów! Nie macie takiej możliwości, jaką ma nauczyciel – spojrzenia na sprawę z perspektywy innych zainteresowanych, całej grupy. Zdecydowana większość nauczycieli to rzetelni specjaliści w swojej pracy. Mogą mieć inne zdanie niż Wy i niż Wasze dziecko. Należy je szanować. Warto je szanować! A dziecko, pośród wielu różnych praw, powinno mieć również prawo do przeżywania przykrych konsekwencji swoich błędów, nieuchronnych w młodości. Jako dyrektor, czasem nakładam na uczniów kary. Nie dlatego, że ich nie lubię, czy nie chcę ich dobra. Właśnie dlatego, że lubię ich z samego założenia, a ich dobro i właściwy rozwój są dla mnie najważniejsze. Temu służy cała moja wiedza i doświadczenie, i inspirowane przez nie decyzje, także te, które dla dziecka są nieprzyjemne.
Dodaj komentarz
Skomentował Włodzimierz Zielicz
Dziesięciolecia pracy Agory&Co pod hasłem "Trzeba ZAWSZE bronić uczniów(swoich pociech!) przed wredną szkołą/nauczycielami CHCĄCYMI mu zrobić krzywdę!" Kwintesencją był Lex Kamilek, a teraz projekt ustawy o rzecznikach praw ucznia itd. :-(
Skomentował Monika
Jak ja bym chciała, żeby dzisiejszego dnia nie było. Dwukrotnie w tej samej klasie (notabene drugiej sp) doszło do incydentów i rozmów z rodzicami, którzy właśnie tak uważali. Ich dzieci są niewinne. Winna jest wychowawczyni oraz wychowawczyni świetlicy i one obie powinny zmienić tembr głosu i sposób mówienia. I oczywiście postępować tak, jak sobie rodzice życzą. A jutro kolejna rozmowa. Rodzice dostali zbyt duża władzę.
Skomentował Justyna
Wczoraj odbyło się moje ostatnie zebranie z rodzicami. Upłynęło w dobrej, pełnej wzajemnej sympatii atmosferze. Na końcu wystarczył ten jeden rodzic, który walczy jak lew o stopnie swojego dziecka… Dla niego nigdy nie będę dobrym nauczycielem, dobry = stawia oczekiwane oceny… Rodzic- nauczyciel. Czy polska szkoła ma jeszcze coś wspólnego z jakością i wartością?
Skomentował kkkkkkkkk
cóż dziwić się rodzicom?
Nawet państwo nie ufa nauczycielom. Przykłady: matury: liczenie i pakowanie prac musi nadzorować uczeń, mimo iż komisja składa się z nauczycieli różnych szkół, by utrudnić fałszerstwa dokonywane przez nauczycieli. Jakiś głupi konkurs organizowany przez FRSO: nie wystarczy podpis nauczyciela i podpis oraz pieczęć dyrektora by pracownicy wyższych uczelni organizujący konkurs dali wiarę. Oprócz tego muszą być jeszcze dowody: zdjęcia, zapis w necie, itd. itp. (choć podpisy nauczyciela i pieczęć szkoły wystarczają by uznać świadectwo)