Blog
Czy można wierzyć nauczycielowi?
(liczba komentarzy 9)
Odpowiadając na tytułowe pytanie: można. Należy. Warto! W dobrze pojętym interesie dziecka i społeczności, do której ono należy. Poniżej garść moich przemyśleń na ten temat, inspirowanych szkolną codziennością.
* * *
Cały czas usilnie staram się do tego przyzwyczaić i cały czas mam z tym problem. Chodzi o brak zaufania do nauczycieli; przekonanie niektórych rodziców, że potrafią kompetentnie wskazać ich błędy i opisać, jak powinni postąpić w sposób właściwy. Taka postawa ujawnia się w różnych sytuacjach, na przykład w postaci komentarza do przebiegu zajęć, ustalonej oceny, notatki wpisanej w sprawdzonej pracy klasowej, informacji o takim czy innym szkolnym działaniu. I nie jest okolicznością łagodzącą ostrość ferowanych sądów wykształcenie nauczyciela, jego doświadczenie, ogarnianie tematu w szerszym kontekście, np. całej klasy, a nie tylko pojedynczego dziecka.
Często czytam w internecie, że jako nauczyciele powinniśmy pilnie słuchać tego, co mówią rodzice, że marzy nam się niekwestionowany autorytet, na który nie zasługujemy, bo przecież popełniamy wiele błędów. Że rolą rodzica jest stawanie w obronie swojego dziecka. Zadaję sobie wtedy pytanie, czy ten sam rodzic w gabinecie lekarza z równą pryncypialnością podważa diagnozę i przepisaną terapię?! Oczywiście materia jest nieco inna, ale analogia sama mi się narzuca. Znam się na pracy dydaktycznej i wychowawczej, którą wykonuję, i którą równocześnie nadzoruję w szkole, pełniąc funkcję dyrektora. Efekty tej pracy są widoczne, a że trwam na stanowisku 36 lat, to muszą być dobrze oceniane. A jednak czasem to nie wystarcza.
Najczęściej problem pojawia się w przypadkach dotyczących niewłaściwego zachowania ucznia. Niby taka szkolna rutyna – na przykład, padło wulgarne słowo pod adresem innego dziecka, nauczyciel reaguje, wpisuje uwagę, i w rezultacie… otrzymuje obszerną informację „jak było naprawdę”. Dziecko przedstawia w domu swoją własną wersję wydarzeń, niezawodnie dla siebie korzystną. Nie padło takie słowo, tylko inne. Nie była to agresja, tylko takie żarty. Pokrzywdzony sam zaczął. I tak dalej.
Od kilku lat już nawet zwykła uwaga w dzienniku może stać się zarzewiem konfliktu. Bo „według dziecka to było inaczej”. Albo, „to zachowanie nie pasuje do mojego dziecka”. Nauczyciele coraz więcej czasu muszą poświęcać na wyjaśnienie kwestii, które z ich punktu widzenia są oczywiste. Epistolografia elektroniczna kwitnie. Sprawy, które powinny się kończyć krótką reprymendą rodzica wobec ucznia i nakazem przeproszenia w szkole za zaistniałą sytuację, zaczynają ciągnąć się niczym rozprawy sądowe. Nawet po zakończeniu pozostawiają osad poczucia krzywdy. Obustronne poczucie solidarnego udziału w wychowaniu ma status kwiatu paproci.
Problemy opisanego tutaj typu coraz częściej trafiają do gabinetu dyrektora szkoły. Mój argument, że nauczyciel ma dobrą wolę i nie ma powodu, by krzywdzić dziecko niesłusznym oskarżeniem, w dobie powszechnej nieufności zazwyczaj okazuje się nieskuteczny. Bo przecież może mieć taki powód, w postaci choćby braku sympatii do dziecka, faworyzowania innego, albo chęci ukrycia jakiegoś swojego błędu. Trudno z tym dyskutować, ale na jedno pozwolę sobie zwrócić uwagę Szanownych Rodziców. Na jakiej podstawie uważacie, że relacja zdana przez dziecko w domu jest prawdziwa, podczas gdy wersja, którą przedstawia Wam nauczyciel – fałszywa?! „Moje dziecko nie kłamie”?! A dlaczego?! Skąd ta pewność, że w domu mówi prawdę?! Skąd pewność, że nie czuje obawy przed przyznaniem się rodzicom do nieładnego postępku?! A może ma – chwalebną skądinąd – pewność wsparcia w domu i wykorzystuje ją, by uniknąć szkolnych konsekwencji?!
Drodzy Rodzice! Pamiętajcie, że szkolne konflikty zazwyczaj dotyczą nie tylko Waszego dziecka, ale także innych uczniów! Nie macie takiej możliwości, jaką ma nauczyciel – spojrzenia na sprawę z perspektywy innych zainteresowanych, całej grupy. Zdecydowana większość nauczycieli to rzetelni specjaliści w swojej pracy. Mogą mieć inne zdanie niż Wy i niż Wasze dziecko. Należy je szanować. Warto je szanować! A dziecko, pośród wielu różnych praw, powinno mieć również prawo do przeżywania przykrych konsekwencji swoich błędów, nieuchronnych w młodości. Jako dyrektor, czasem nakładam na uczniów kary. Nie dlatego, że ich nie lubię, czy nie chcę ich dobra. Właśnie dlatego, że lubię ich z samego założenia, a ich dobro i właściwy rozwój są dla mnie najważniejsze. Temu służy cała moja wiedza i doświadczenie, i inspirowane przez nie decyzje, także te, które dla dziecka są nieprzyjemne.
Dodaj komentarz
Skomentował Włodzimierz Zielicz
Dziesięciolecia pracy Agory&Co pod hasłem "Trzeba ZAWSZE bronić uczniów(swoich pociech!) przed wredną szkołą/nauczycielami CHCĄCYMI mu zrobić krzywdę!" Kwintesencją był Lex Kamilek, a teraz projekt ustawy o rzecznikach praw ucznia itd. :-(
Skomentował Monika
Jak ja bym chciała, żeby dzisiejszego dnia nie było. Dwukrotnie w tej samej klasie (notabene drugiej sp) doszło do incydentów i rozmów z rodzicami, którzy właśnie tak uważali. Ich dzieci są niewinne. Winna jest wychowawczyni oraz wychowawczyni świetlicy i one obie powinny zmienić tembr głosu i sposób mówienia. I oczywiście postępować tak, jak sobie rodzice życzą. A jutro kolejna rozmowa. Rodzice dostali zbyt duża władzę.
Skomentował Justyna
Wczoraj odbyło się moje ostatnie zebranie z rodzicami. Upłynęło w dobrej, pełnej wzajemnej sympatii atmosferze. Na końcu wystarczył ten jeden rodzic, który walczy jak lew o stopnie swojego dziecka… Dla niego nigdy nie będę dobrym nauczycielem, dobry = stawia oczekiwane oceny… Rodzic- nauczyciel. Czy polska szkoła ma jeszcze coś wspólnego z jakością i wartością?
Skomentował kkkkkkkkk
cóż dziwić się rodzicom?
Nawet państwo nie ufa nauczycielom. Przykłady: matury: liczenie i pakowanie prac musi nadzorować uczeń, mimo iż komisja składa się z nauczycieli różnych szkół, by utrudnić fałszerstwa dokonywane przez nauczycieli. Jakiś głupi konkurs organizowany przez FRSO: nie wystarczy podpis nauczyciela i podpis oraz pieczęć dyrektora by pracownicy wyższych uczelni organizujący konkurs dali wiarę. Oprócz tego muszą być jeszcze dowody: zdjęcia, zapis w necie, itd. itp. (choć podpisy nauczyciela i pieczęć szkoły wystarczają by uznać świadectwo)
Skomentował Ppp
Przypominam, że w Polsce istnieje obowiązek szkolny, trwający teoretycznie 12 lat, przeważnie więcej. Oznacza to, że każdy dorosły człowiek miał kontakt z ponad setką nauczycieli. Oczywiste jest, że w tej liczbie znalazło się kilku idiotów, a i ci dobrzy też popełniają błędy.
Kiedy zatem nauczyciel mówi, że "pańskie dziecko zrobiło X", to rodzic ZAWSZE może sobie przypomnieć, że on sam, będąc uczniem, był przynajmniej kilkakrotnie fałszywie oskarżonym, a dodatkowo wielokrotnie był ofiarą czepiania się o bzdury. Dystans do twierdzeń nauczyciela staje się oczywistym wyborem.
A poza tym, komu rodzic ma wierzyć, jeśli nie WŁASNEMU DZIECKU? Zwłaszcza, że rodzic z nauczycielem będzie miał kontakt przez małe kilka lat, a z dzieckiem - kilkadziesiąt. I to dziecko, będąc dorosłym, może rodzicowi wypomnieć: "byłem fałszywie oskarżony, a ty też byłeś przeciwko mnie!".
Pytanie, czy warto ten wariant testować?
Pozdrawiam.
Skomentował Włodzimierz Zielicz
@Ppp
Albo się okaże, że dziecko później tego rodzica potraktuje tak samo albo i gorzej jak swojego nauczyciela ... ;-)
Skomentował Roszczeniowy Rodzic
Szoła publiczna nauczyła mnie patrzeć z dystansem, żeby nie powiedzieć krytycznie na nauczycieli… a przykładów mogę podać sporo - filmy- bajki na lekcji z przedmiotu egzaminacyjnego, zeszyty on line ok ale po 15 min ćwiczeń - gramy w minecraft, godz. wych. - dzieci zajmijcie się czymś albo podzielę się historią mojej rodziny… Wystarczy jeden nauczyciel, żeby zburzyć zaufanie budowane latami… Także nie, nie dziwi mnie, że rodzice tracą zaufanie, kontrolują, dopytują. Forma pewnie jest różna ale intencje mogę zrozumieć. Poza tym, kto pyta nie błądzi i nie ma co się obrażać, że rodzice chcą rozmawiać a nie przyjmują dogmat zawsze kompetentnego nauczyciela…
Skomentował Roszczeniowy Rodzic
Szoła publiczna nauczyła mnie patrzeć z dystansem, żeby nie powiedzieć krytycznie na nauczycieli… a przykładów mogę podać sporo - filmy- bajki na lekcji z przedmiotu egzaminacyjnego, zeszyty on line ok ale po 15 min ćwiczeń - gramy w minecraft, godz. wych. - dzieci zajmijcie się czymś albo podzielę się historią mojej rodziny… Wystarczy jeden nauczyciel, żeby zburzyć zaufanie budowane latami… Także nie, nie dziwi mnie, że rodzice tracą zaufanie, kontrolują, dopytują. Forma pewnie jest różna ale intencje mogę zrozumieć. Poza tym, kto pyta nie błądzi i nie ma co się obrażać, że rodzice chcą rozmawiać a nie przyjmują dogmat zawsze kompetentnego nauczyciela…
Skomentował Włodzimierz Zielicz
@Roszczeniowy Rodzic
BYWAJĄ np. lekarze mordercy, rabusie, gwałciciele, oszuści, narkomani itp. itd. To samo z prawnikami, albo mechanikami samochodowymi, dentystami, sędziami, prokuratorami ... Nie mówiąc o politykach, nie tylko w Polsce! No i jaki wniosek ??? ;-)