Blog

Czego życzyć nauczycielom w nowym roku?!

(liczba komentarzy 5)

   Początek stycznia to czas życzeń noworocznych. Jako wierny tradycji publicysta edukacyjny postanowiłem złożyć je nauczycielom. Tak po znajomości (tego zawodu); w końcu jestem jednym z nich!

   Nie skorzystam z łatwych opcji. Nie będzie pozbawionego konkretnej treści „Wszystkiego najlepszego!”. Nie będzie też długiego katalogu nauczycielskich problemów, choć ich rozwiązanie, nawet cząstkowe, ucieszyłoby zapewne znaczną część ciała pedagogicznego. Po co jednak rozmieniać się na drobne, skoro bolączek jest tak wiele, że nawet na wołowej skórze wszystkie się nie zmieszczą?! Postanowiłem wybrać tylko jedno życzenie, esencjonalne i adekwatne do czasów. Wstępnie wytypowałem dwa obiekty pożądania, które szczególnie często pojawiały się ostatnio jako obietnice w narracji władz oświatowych, co daje choć minimalną nadzieję na ich spełnienie. Teraz, już na oczach Czytelnika, pozwolę sobie rozważyć, czy lepiej życzyć nauczycielom w roku 2026 odbudowy prestiżu tego zawodu czy raczej zwiększenia ich autonomii w codziennej pracy?

   Odbudowa prestiżu…

   Problem z prestiżem jest taki, że społecznego uznania, szacunku i wysokiej pozycji, jaką dany zawód zajmuje w oczach ludzi – a tak się go definiuje – nie można zadekretować w ustawach i rozporządzeniach. Owszem, są czynniki budujące prestiż, na które rządzący mają wpływ. Na przykład, wysokie wynagrodzenia. Ale to tylko jedna z przesłanek, dalece niewystarczająca, o czym może świadczyć zawód polityka, który mimo niezłych warunków finansowych lokuje się daleko w rankingu społecznej renomy. Liczne są za to czynniki budujące prestiż, na które władza ma wpływ ograniczony lub nie ma go w ogóle. Należy do nich zapotrzebowanie na dany rodzaj pracy, sposób postrzegania jej trudności, złożoności i efektów przez społeczeństwo, wreszcie publiczna narracja rozmaitych autorytetów. W zasadzie na każdym z tych pól nauczyciele są dzisiaj na straconej pozycji. W powszechnej opinii uczą nie tego, co trzeba, w sposób przestarzały, obojętni na obecne potrzeby uczniów. W roli źródła wiedzy przegrywają z internetem i sztuczną inteligencją. Wciąż wytyka się im, że mają dużo wolnych dni, mało godzin dziennie spędzają w swoich placówkach, podejmują złe decyzje, bywają bezduszni, a efekty ich pracy są mizerne. Nawet zagorzali krytycy zastrzegają przy tym, że „są, oczywiście, świetni pedagodzy”, ale w domyśle – to pojedyncze rodzynki w olbrzymim zakalcu.

   Nieco lepiej, choć tylko pozornie, wygląda kwestia narracji autorytetów. Pozytywnie o pracy nauczycieli wypowiadają się bowiem przede wszystkim… sami nauczyciele, co od razu stawia pod znakiem zapytania wiarygodność ich opinii. Jeśli ktoś postronny chwali efekty tej pracy, to z reguły chodzi tylko o wspomniane „rodzynki”. O generalnej potrzebie wzmocnienia prestiżu nauczycieli mówią za to często panie ministry z MEN, co byłoby zjawiskiem niezwykle pozytywnym, gdyby nie jedno istotne „ale” – ich wypowiedzi służą zazwyczaj osłodzeniu innych, nieprzyjemnych komunikatów. Na przykład, chęć zwiększenia prestiżu jest deklarowana, gdy z najwyższych ministerialnych ust pada stwierdzenie o niemożności powiązania wynagrodzeń w oświacie ze średnią krajową. Słychać o niej również, gdy mowa o nowych zadaniach, jakie spadną na nauczycieli wraz z reformą „Kompas jutra”. Albo gdy powtarzany jest z gruntu fałszywy przekaz, że klucz do świetlanej przyszłości polskiej edukacji znajduje się w rękach samych nauczycieli, którzy w zasadzie mogą wszystko, jeśliby tylko zechcieli (podczas gdy w istocie mogą bardzo niewiele).

   Narracja MEN o ważnej roli nauczycieli nie ma na celu budowania ich prestiżu, ale przerzucenie odpowiedzialności za skutki działań ministerstwa. Manipulacją, mającą ukryć, że zapadające w nim decyzje nie biorą pod uwagę potrzeb i realnych możliwości kadry pedagogicznej. Że Barbara Nowacka i Katarzyna Lubnauer – to już tylko moje podejrzenie, ale graniczące z pewnością, mają osobiście jak najgorsze mniemanie o powierzonej sobie w zarząd grupie zawodowej; zarówno o jej poziomie intelektualnym i moralnym, jak i potencjale twórczym. W tej sytuacji trudno oczekiwać, by przekaz o potrzebie wzmacniania prestiżu miał szansę w ich wykonaniu przynieść jakikolwiek efekt.

   Jeśli uzupełnimy ten obraz informacją z międzynarodowych badań TALIS 2024, że tylko 10% polskich nauczycieli uważa swoją pracę za cenioną przez społeczeństwo, to noworoczne życzenie większego prestiżu będzie wyrazem wiary w cuda raczej, niż przekonania o możliwości jego spełnienia.

   ...czy może większa autonomia?

   Autonomia to zdolność do samodzielnego podejmowania decyzji i działania zgodnie z własnymi zasadami, bez zewnętrznego przymusu. Ową zdolność posiada większości ludzi, ale ujawnia się ona i rozwija tylko wtedy, gdy jednostka posiada przestrzeń dla jej wykorzystania.

   O pożytku z autonomii świadczyć może mądrość ludowa, głosząca, że „z niewolnika nie ma robotnika”. W sposób szczególny autonomia przydaje się w sytuacjach trudnych, nowych, kiedy gotowość podejmowania samodzielnych decyzji pozwala reagować szybko i adekwatnie. Czyli – pasuje jak ulał do dzisiejszego świata, którego poziom złożoności daleko przekroczył doświadczenia poprzednich pokoleń. W tym także do sytuacji we współczesnej szkole, zmieniającej się na oczach nauczycieli, tworzącej wciąż nowe wyzwania, z którymi muszą oni mierzyć się na co dzień.

   Otwieranie przestrzeni dla autonomii jak najbardziej leży w zasięgu możliwości władz oświatowych. Nie wymaga działania akcyjnego. Od strony praktycznej wystarczy konsekwentne ocenianie skutków każdej przygotowywanej zmiany prawnej, pod kątem tego, czy sprzyja autonomii nauczyciela, czy ją ogranicza. Każdej ustawy, każdego rozporządzenia. Trudniej jest od strony mentalnej. Prawodawcy muszą rozumieć istotę autonomii, wierzyć w jej sens oraz w ludzi, których nią obdarzają. Na nieszczęście, prawo tworzą zazwyczaj urzędnicy, a oni czują się najbardziej sprawczy, gdy przepisy jak najdokładniej dekretują rzeczywistość. To dlatego puchną w szkołach i wszystkich innych instytucjach segregatory z aktami prawnymi, a każda nowelizacja ustawy czy rozporządzenia jest bardziej obszerna od wersji wyjściowej.

   Mimo wszystko, istotne zwiększenie autonomii nauczycieli możliwe jest nawet w czasie jednego roku. Oprócz doraźnej korzyści w postaci sprawniej działających placówek oświatowych, w dłuższej perspektywie może przynieść zwiększenie prestiżu zawodu nauczyciela, a już na pewno przyciągnąć do niego ludzi szukających twórczego zajęcia, myślących nieszablonowo. Oczywiście, nie zastąpi godnych wynagrodzeń i lepszych warunków codziennej pracy, ale i tak wydaje mi się tym, czego warto życzyć.

   Życzę więc nauczycielom, aby w 2026 roku w polskiej oświacie wprowadzono rozwiązania prawne realnie zwiększające ich autonomię w pracy pedagogicznej.

* * *

   Klucz do spełnienia życzenia znajduje się w Ministerstwie Edukacji Narodowej, bo tam powstają projekty ustaw i rozporządzeń. Niestety, póki co, nauczycielska autonomia ma złe doświadczenie z obecnym rządowym rozdaniem. Chodzi o urzędową ingerencję w zagwarantowane w Karcie Nauczyciela prawo stosowania wszelkich metod nauczania uznanych przez naukę, jakiej dopuściła się Ministra Nowacka, nakładając na nauczycieli szkół podstawowych w rozporządzeniu istotne ograniczenia w zakresie zadawania i oceniania prac domowych. Uczyniła to mimo wielu negatywnych opinii zgłoszonych podczas konsultacji społecznych tego aktu prawnego. Ignoruje również liczne apele o wycofanie się z tej zmiany, wskazujące na jej złe skutki.

   Nie przeszkadza to pani Nowackiej co i raz deklarować w kontekście reformy „Kompas jutra”, że ma ona wydatnie zwiększyć autonomię nauczycieli. Gdy tego słucham, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że używa słowa „autonomia” czysto instrumentalnie. Ono się dobrze się kojarzy, poza tym pozwala dyskretnie przerzucić odpowiedzialność za skutki reformatorskich konceptów na ich realizatorów – nauczycieli i dyrektorów szkół. W istocie bowiem to, co proponują autorzy „Kompasu jutra”, prowadzi do ograniczenia autonomii nauczycieli. Publicznie wyraził to na fejsbuku poseł-nauczyciel Marcin Józefaciuk, któremu nie da się odmówić rzetelnej wiedzy na temat szkoły i pracy pedagogicznej:

„Trudno zrozumieć logikę, według której odgórne narzucanie metod pracy i technik kształcenia ma rzekomo zwiększać autonomię nauczycieli”.

   Niestety, bałamutna narracja Barbary Nowackiej dociera do szerokich kręgów społeczeństwa i wiele osób przyjmuje ją za dobrą monetę. Dlatego w ślad za dzisiejszym noworocznym życzeniem, w ciągu kilku najbliższych dni, opublikuję osobny artykuł poświęcony nauczycielskiej autonomii – takiej, jaka jest teraz, jaka wyziera z materiałów opracowanych w ramach „Kompasu jutra”, i jaka powinna być, żeby w pełni wykorzystać pożytki, które ze sobą przynosi.

Wróć

Dodaj komentarz

Skomentował Włodzimierz Zielicz

Autonomia jest kluczowa również dla PRACODAWCY - tam gdzie pracownicy czy różne "pododdziały" stykają się ze ZRÓŻNICOWANĄ i ZMIENNĄ rzeczywistością. Pozwala to im reagować ELASTYCZNIE i ADEKWATNIE. BTW w słynącej z żelaznej dyscypliny armii niemieckiej WIEK TEMU, na podstawie doświadczeń I WŚ, wymyślono ZARZĄDZANIE ZADANIOWE. Co się m.in. przełożyło na błyskotliwe sukcesy blitzkriegu w PL, Francji i latem-jesienią 1941 r. w ZSRR. A edukacyjni urzędnicy w PL do dziś o tym nie wiedzą albo NIE CHCĄ wiedzieć ... :-(

Skomentował Włodzimierz Zielicz

Co do "prestiżu" zaś. Najwyższe odznaczenie resortowe (a do państwowych nie ma dostępu ze względu na PKN!) - Medal KEN - min. Nowacka zamieniła w MEDALIK KEN, rozdając je KOMU POPADNIE, jak MEDALIKI na odpuście, w trakcie swoich licznych wycieczek zagranicznych i krajowych :-( Nawet Prawo Marcina dostało :-(

Skomentował Ppp

Najpierw należałoby zapytać, co dane środowisko robiło z tą autonomią, kiedy ja miało? Jeśli ktoś ma narzędzie, ale nie umie go sensownie i bezpiecznie dla otoczenia używać - nie może mieć pretensji, kiedy zostanie mu ono zabrane.
Akurat w Krakowie dyrektor prestiżowej szkoły odpalił aferę, bo nie potrafił samodzielnie zauważyć, że nieco nietypowa fryzura ucznia nie jest powodem do wyganiania go ze szkoły celem natychmiastowego golenia. No i teraz ministerstwo będzie wprowadzać punkt do prawa oświatowego przypominający o tym, że szkoła nie może ingerować w wygląd ucznia - poza przypadkami skrajnymi.
A potem będzie płacz, że "autonomię odbierają"! No to trzeba było z niej ROZSĄDNIE korzystać.
Z zadaniami domowymi było przecież dokładnie to samo. Za dużo, bałaganiarsko, bezsensownie - a potem płacz.
Pozdrawiam.

Skomentował Jarosław Pytlak

@Ppp - bzdury Pan(i) pisze! Przepraszam za niegrzeczność, ale męczą mnie te komentarze, niby wyważone, ale w istocie bezsensowne. Jakim argumentem za odbieraniem połowie miliona nauczycieli resztek autonomii jest odpał jednego dyrektora szkoły?! A czytał(a) Pan(i), że owszem, mają być zakazy, ale ubiór ma być zgodny z "ogólnie przyjętymi normami społecznymi"?! Jakie są te "ogólnie przyjęte" normy?!!! Kość przeleczona przez nozdrza jest zgodna?! Gdzie to sprawdzić?!! "Za dużo, bałaganiarsko, bezsensownie" - 20% - są na to badania. 80% zgodnie ze sztuką. I co, zabraniamy wszystkim?! Proponuję przyjąć do wiadomości, że im mniej będzie autonomii nauczycielskiej, tym patologii w oświacie będzie więcej. Za pozdrowienia dziękuję, proszę lepiej wczytywać się w to, co piszę!

Skomentował Włodzimierz Zielicz

@Ppp
Nie znam osobnika o nazwisku "środowisko nauczycielskie" - nauczyciele to wielka, zróżnicowana GRUPA ZAWODOWA. Jak wszystkie - zróżnicowana! Proponuję podać jakiś przykład takiej ŚWIĘTEJ GRUPY, która WSZYSTKO, jak jeden mąż, robi DOSKONALE ... ;-)

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...