Blog

A co na to Naczelna Izba Nauczycielska?!

(liczba komentarzy 3)

   Na początku lutego pojawiły się przecieki, że kierownictwo MEN przymierza się do uczynienia edukacji zdrowotnej, z nowym rokiem szkolnym, przedmiotem obowiązkowym. Mowa o enigmatycznej "nowej formule", w której podobno najbardziej kontrowersyjne treści, czyli dotyczące zdrowia seksualnego, byłyby fakultatywne. Jak stwierdziła wiceministra Lubnauer (cytuję za tygodnikiem „Wprost”): Ministerstwo jest „gotowe na różne elastyczności, jeśli chodzi o organizację zajęć”, choć padła też deklaracja, że „na pewno nic z edukacji zdrowotnej nie zniknie, bo wszystkie treści (…) są po pierwsze niezbędne, a po drugie zdrowie seksualne to też jest część naszego zdrowia”. To ostatnie raczej wykluczałoby "elastyczności" na prawicy, gdyby nawet była na nie jakakolwiek szansa, ale mniejsza o to...

   Kanwy do tych wypowiedzi dostarczyło spotkanie z przedstawicielami Naczelnej Izby Lekarskiej, która wcześniej zwróciła się z apelem do MEN o uczynienie edukacji zdrowotnej przedmiotem obowiązkowym. Owo wystąpienie samorządu zawodowego medyków stało się w narracji ministerstwa ważnym argumentem za przeprowadzeniem owej zmiany.

   Można zrozumieć lekarzy, że lobbują za obowiązkową edukacją zdrowotną. Można nawet zrozumieć, że ich samorząd zawodowy pragnie zorganizować pracę w szkołach. To nie jego działka, ale zdrowie jest przecież najważniejsze! W tym momencie rodzi się jednak pytanie, jakie stanowisko w sprawie statusu edukacji zdrowotnej zajęła Naczelna Izba Nauczycielska?! Ach, przepraszam…, zapomniałem! Nauczyciele nie mają samorządu zawodowego i w związku z tym nie trzeba pytać ich przedstawicieli o żadne sprawy dotyczące edukacji, choć może byliby w stanie przekazać ministrom jakieś roztropne wskazówki. Może nawet z wyprzedzeniem – zanim po chybionej decyzji zmaterializuje się mała lub większa katastrofa.

   Jeśli chodzi o Naczelną Izbę Lekarską, mam dla braci-medyków konstruktywną propozycję. Lobbujcie na przywróceniem z faktycznego niebytu medycyny szkolnej! Że nie ma możliwości?! Za PRL jakoś się dało ją zorganizować. W tej sprawie mogę w ciemno zagwarantować, że gdy tylko miłościwa władza uchwali powołanie samorządu zawodowego nauczycieli, Naczelna Izba Nauczycielska z pewnością z całego serca poprze ten Wasz postulat. A co do edukacji zdrowotnej… Macie oczywiście rację, ale obawiam się, że w tym rozdaniu temat został jednak spalony.

   A jeśli już mowa o potencjalnych pożytkach z samorządu nauczycielskiego, mógłby on służyć za źródło opinii na temat planów MEN daleko lepiej, niż pisane na kolanie sondaże Instytutu Edukacji Narodowej, których wyniki zupełnie nie budzą zaufania. Jak ten dotyczący prac domowych. Być może eksperci z Naczelnej Izby Nauczycielskiej okazaliby się bardziej skuteczni od anonimowych ekspertów IBE, którzy – mimo osobistego przewodnictwa dyrektora tego instytutu – po czterech miesiącach zdołali, uzgodnić jedynie, że w kwestii prac domowych "nie ma powrotu" do stanu sprzed wprowadzenia feralnego rozporządzenia. Na szczęście ministra uspokoiła wszystkich, stwierdzając, że nic złego się nie dzieje, bo nauczyciele świetnie radzą sobie w obecnej sytuacji, dzięki wzmożeniu kartkówek i sprawdzianów.

   Niestety, nie ma odpowiednio wysoko umocowanego organu nauczycielskiego, który mógłby w dyplomatycznych słowach wystosować apel do ministry, by przestała opowiadać banialuki!

Wróć

Dodaj komentarz

Skomentował Włodzimierz Zielicz

Pytanie co to znaczy "PRZEDMIOT OBOWIĄZKOWY". Godzina w tygodniu to 3% frekwencji. Oceniania z tego przedmiotu, nie mówiąc już o braku promocji raczej sobie nie wyobrażam, choćby z troski o ŻDROWIE i ŻYCIE uczących nauczycieli. Więc, choć MEN słowem(!) "obowiązkowy" szermuje jak ZAKLĘCIEM, to warto powiedzieć SPRAWDZAM i zapytać CO TO ZNACZY ... ;-)

Skomentował Ppp

A ZNP co robi w tej sprawie? Czy umieją powiedzieć coś konstruktywnego, czy tylko "Kasa! Kasa! Kasa!". To, że nie ma "Naczelnej Izby Nauczycielskiej" NIE oznacza, że nie ma formacji, która mogłaby się wypowiadać.
Pozdrawiam.

Skomentował Jarosław Pytlak

@Ppp - związek zawodowy nie jest reprezentantem grupy zawodowej (a właściwie tylko jej części) jedynie w sprawach dotyczących warunków pracy. Sprawy pedagogiczne nie leżą w jego kompetencjach. Stąd potoczne mniemanie, że związek, to tylko "kasa, kasa, kasa". Nawiasem mówiąc, ZNP nie jest jedynym związkiem zawodowym, poza tym dwa największe związki mają ścisłą afiliację polityczną, co też powoduje, że wręcz nie powinny wypowiadać się na tematy pedagogiczne.

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...