Blog

Nie strzelać do (biało-)czerwonych pasków!

(liczba komentarzy 9)

   Na internetowej strzelnicy, w dziale „Szkoła”, stoi kilka łatwych i bardzo popularnych celów. Wśród nich, na przykład: oceny szkolne, czerwony pasek, nieodkryte pasje, prace domowe, nieżyciowy program, dyktatura testów. Ostrzał trwa praktycznie bez przerwy, może tylko w zależności od fazy roku szkolnego na niektórych odcinkach słychać istną kanonadę, na innych zaś tylko pojedyncze wystrzały. I tak oto pod koniec roku szkolnego ucichło (chwilowo) wokół prac domowych, za to szczególnie popularnymi celami są oceny oraz tzw. czerwone paski na świadectwie (w istocie biało-czerwone, więc bardzo patriotyczne, co wcale jednak nie łagodzi krytyki).

   Krytyka ocen jest łatwa, bo wokół nich koncentruje się cała dydaktyka i niemal całe życie społeczne szkoły, prowadząc nieledwie do segregacji rasowej intelektualnej, na tych, którzy ku satysfakcji nauczycieli zdobywają wysokie noty, oraz całą resztę. Ja zresztą zgadzam się z krytykami i gdybym tylko wiedział, jak wykorzenić z nauczycielskiej i rodzicielskiej świadomości przekonanie, że oceny być muszą, uczyniłbym to bez namysłu. Na razie jednak mam z tyłu głowy fiasko, jakie poniosła próba prawnego zakazania w najmłodszych klasach podstawówki wystawiania ocen innych niż opisowe, co wyzwoliło ogromną kreatywność nauczycieli w wymyślaniu buziek, słoneczek, kwiatów o różnej liczbie płatków, napędzaną potężnym zapotrzebowaniem ze strony rodziców. Obserwuję również, jak wiele inwencji wkłada się cały czas w doskonalenie elektronicznych systemów przeliczania wyników, nadawania wag, wyliczania średnich itd., i rozumiem, że nagła rezygnacja z tego mogłaby zaburzyć równowagę wszechświata w świadomości większości aktorów życia szkolnego. Dlatego sam od ćwierć wieku unikam rewolucji, starając się jedynie z jakim takim sukcesem uczynić z oceniania narzędzie, a nie cel w edukacji. Co wychodzi całkiem nieźle na poziomie klas 4-6, a marnie powyżej, gdzie byt, czyli perspektywa egzaminu, określa świadomość, czyli oczekiwanie zrozumiałego dla rodziców i prowadzonego na bieżąco pomiaru.

   Gorzej z krytyką czerwonego paska, któremu można zarzucić jedynie to, że opiera się na skądinąd potępianym ocenianiu, oraz że premiuje tych uczniów, którzy uczą się z powodzeniem wszystkiego, zamiast wybiórczo rozwijać swoje potencjalne pasje. To jednak zupełnie wystarczy, by poddać istnienie świadectw z wyróżnieniem pryncypialnej krytyce, szczególnie, że każdy strzelec ma swoje doświadczenia, które służą jako dodatkowe źródło amunicji. Co pokażę na przykładzie postu zaczerpniętego z fejsbuka.

Miałam zawsze czerwone paski. Byłam zwolniona z ustnej matury za oceny z pisemnej. Magisterka bdb... Po skończeniu podstawówki płakałam, że to świadectwo nic nie znaczy, że wolałabym zostać w tej szkole, z tymi ludźmi... W liceum miałam lepszy kontakt z nauczycielami niż z 90% klasy... Teraz mam zbyt dużo lat i ciągle nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem zawodowym... Bo jakaś tam bystrość daje mi możliwość bycia dobrą w tym, co robię i łatwość uczenia się nowych rzeczy, ale one nie dają mi spełnienia... W szkole nikt mi nie pomógł odkryć jakiejś pasji... Nikt mną nie pokierował w dobrą stronę, kiedy był na to czas... Dobra we wszystkim, więc po co się nią zajmować... Nie tego oczekiwałam od szkoły... Powiecie: roszczeniowa? Raczej marzycielka, że szkoła będzie "produkować" szczęśliwe, świadome siebie istoty, a nie istoty "wycenione średnią"...

   Mamy w tej wypowiedzi obraz niespełnionego życia, mimo czerwonych pasków na świadectwach i wszelkich innych możliwych sukcesów edukacyjnych. Przedstawiony w pakiecie z reklamacją pod adresem szkoły, że nie pomogła odkryć pasji i nie wyprodukowała w osobie autorki szczęśliwej, świadomej istoty.

   To teraz ja:

Miałem zawsze czerwone paski. Z matury same piątki (szóstek jeszcze nie było). Świetne świadectwo ukończenia podstawówki otworzyło mi drogę do wybranego liceum (był wtedy konkurs świadectw), zaś maturalne pozwoliło dostać się bez egzaminu na wybrany kierunek studiów (liceum dawało taką przepustkę najlepszemu absolwentowi). Dwa magisteria z wyróżnieniem. W liceum miałem doskonały kontakt z nauczycielami i całkiem niezły z rówieśnikami – to drugie ułatwiło mi harcerstwo. Sam odkryłem w sobie pasję bycia wychowawcą. Studia pedagogiczne poszerzyły moje horyzonty i utworzyły drogę do wymarzonego (sic!) zawodu nauczyciela. Dzięki temu, że nauka przychodziła mi łatwo, nie skończyłem jako „pan od” wyuczonej na studiach biologii, ale przeżyłem też przygodę uczenia chemii i przyrody. Jako nauczyciel nie próbuję rozwijać uczniowskich pasji (uważam, że te prawdziwe rozwijają się same i potrafią pokonywać trudności). Takoż nie „produkuję” ludzi szczęśliwych, a jedynie odpowiedzialnych i umiejących wejść w rolę kowala własnego losu. To jest, moim zdaniem, najlepsza droga do szczęścia, które każdy odczuwa subiektywnie, i którego nie wytworzy żaden edukacyjny ciąg technologiczny.

   Wytnijmy z obu tych wypowiedzi pierwsze zdania. Czy brak informacji o czerwonych paskach zmieni obraz rzeczy?! Oczywiście, że nie!

   W likwidacji świadectw z wyróżnieniem można widzieć symbol zmiany. Ale żeby zmiana była dobra, powinna spełniać w założeniu dwa warunki. Powinna być zrozumiała i akceptowana dla zdecydowanej większości zainteresowanych. Powinna nieść ze sobą jasne przesłanie o tym, co dalej, nawet niekoniecznie w zamian.

   Podpisałem w ostatnich dniach z górą setkę świadectw z paskiem, zaświadczając tym samym, że uczniowie osiągnęli bardzo dobre lub celujące wyniki z większości przedmiotów nauczania. Nie sądzę, bym uczynił im krzywdę. Podpisałem też trochę nagród indywidualnych, przyznanych za szczególne osiągnięcia, już bez oglądania się na średnią. Jak widać, jedno drugiego nie wykluczyło.

   Jeżeli będziemy pielęgnować w sobie przekonanie, że bez rewolucji szkoła jest beznadziejna, to w tej beznadziei ugrzęźniemy. Trzeba sobie bowiem powiedzieć wprost – w tęsknocie za zmianami, którą wywołała pandemia, nie kryje się potencjał rewolucyjny, ale jedynie ogromne znużenie. Wiele potrzeba: czasu, pomysłów, dobrego przywództwa, żeby wygrzebać się z bagna, w którym tkwimy od trzech lat, a i wtedy w cenie będzie przede wszystkim pragmatyzm, rozwaga i zrozumienie dla konserwatywnych z natury rodziców i nauczycieli.

   Rozumiem potrzebę strzelania, ale nawet zniszczenie kilku dobrych celów nie wyczaruje w oświacie nowej rzeczywistości.

Wróć

Dodaj komentarz

Skomentował Włodzimierz Zielicz

Problemem jest, w przeciwieństwie do krajów cywilizowanych!) praktyczny brak WYBORU w polskiej szkole przedmiotów i ich poziomu (być może wg pewnego klucza!)!!! No i ogromna ilośc tych obowiązkowych przedmiotów za to w śladowych wymiarach. W tej sytuacji rzeczywiście kryterium ŚREDNIE(często wyśrubowane!)J stosowane przy tych świadectwach "z paskiem", ale również różnych stypendiach i naborze, kosztem wybitnych często sukcesów w wybranych dziedzinach.To rzeczywiście utrudnia odkrywanie i, co ważniejsze, rozwijanie pasji i potencjału. Natomiast żal do szkoły, że nie odkryła pasji - cóż nie każdy ją ma - to już roszczeniowość i szukanie winnych nieudanego życia. Mądry rodzic namawia do paru 6 na świadectwie z wybranych przedmiotów oraz możliwie dużych sukcesów w tych i pokrewnych dziedzinach. A na rozwój społeczny rzeczywiście harcerstwo jest najlepsze ... ;-)

Skomentował Magda

Strzelanie cgyba nie dotyczy tak bardzo samego istnienia czerwonych pasków, co eaczej sposobu ich wręczania. Mnie ( nauczycielkę i rodzica dziecka, które ma świadectwo z paskiem) bardziej mierzi ten apel, wychodzenie na środek razem z dumnym rodzicem przed oczami rodzicow, którym się nie gratuluje albo robi to po cichu, przed oczami dzieci, które nie widzialy sensu uczyć sie na szóstkę czegoś, co ich nie interesuje, zapraszanie na apel specjalnym zaproszeniem tylko tych rodziców wyróżnienionych...Nie strzelam do pasków. Sprawę rozwiązałoby rozdawanie świadectw w klasach. Wszystkich.
PS Gratuluję zwykle świetnego tekstu.

Skomentował Jarosław Pytlak

@Magda - co do tego, pełna zgoda. Nawet mi nie przyszło do głowy, by wręczać te świadectwa z jakąś specjalną pompą. Wszystkie świadectwa w naszej szkole rozdawane są w klasach. "Centralnie" wręczamy wyróżnienia za szczególne osiągnięcia, które nie są powiązane z ocenami.

Skomentował Agata

A czy ja mogę trochę postrzelać do systemu? Bo przeraża mnie kontynuacja edukacji mojego dziecka w chylącym się ku upadkowi (tylko kiedy) systemie edukacji.
Ukończona pierwsza klasa LO w trybie czteroletnim. Pełna rezygnacji postawa młodego człowieka (w trudnym okresie dojrzewania) w związku z utraconymi nadziejami na lepszą przyszłość (edukacyjną). Wirus i epidemia nie mają tu akurat znaczenia, bo ocena systemu dotyczy tych kilku miesięcy spędzonych w szkole...
Jak wesprzeć własne dziecko, które od małego najchętniej (i z najlepszymi efektami) uczyło się poprzez doświadczanie, wyzwania i edukacyjne prowokacje? (dodam od razu, że z udziałem książek, publikacji i podręczników, które czyta chętnie). Dziecko, które nie znosi marazmu i ograniczeń bo sam w nie popada? A jego zainteresowania wyłamują się z typowego podziału: mat-fiz, biol-chem itd.
Jesteśmy w stanie zapewnić mu geograficzne i historyczne dotykanie świata, odrobinę biologicznego (tego namacalnego) także - sama lubię robić preparaty i oglądać przez mikroskop... Ale już z fizyką i chemią jest gorzej. A ponieważ mój syn nie uczy się w klasie z rozszerzoną chemią, zapowiedziano im, że żadnych doświadczeń nie będzie...
Nie ma znaczenia, jakie zalecenia wpisał minister do podstawy programowej wszak papier zniesie wszystko. Życie natychmiast wszelkie wskazówki szybko zweryfikowało.
Zatem co robić?
Usilnie próbuję znaleźć dodatkowe zajęcia z chemii (o fizyce nie wspomnę), ale nie korepetycje tylko "praktyczne", laboratoryjne...
Bo błysk w oku mojego dziecka jest bezcenny.
Ale jak długo i jakim kosztem będziemy tworzyć bajpasy dla chorego systemu edukacji?

Skomentował Jarosław Pytlak

@ Agata - na ostatnie pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Obstawiam jedynie, że długo. Ja byłem w klasie biol.-chem. Przez cztery lata nauki nie było żadnego doświadczenia chemicznego. Od dziesiątego roku życia kompletowałem sobie w domu laboratorium. Sam. Bez niczyjej pomocy. Nikt mnie nie posyłał na dodatkowe zajęcia, bo takowych nie było. Nie rozgrzeszam systemu, ale namawiałbym młodego człowieka do większej inicjatywy. Dlaczego Pani usilnie próbuje znaleźć dodatkowe zajęcia z chemii? Za moich czasów były świetne książeczki Stefana Sękowskiego, z którymi w ręku robiłem mnóstwo doświadczeń. Teraz jest lepiej - są rozliczne filmy na u2b - tylko korzystać.
Jeśli będzie czekać na to, co mu system (albo mama) zapewnią, to wiele go w życiu ominie...

Skomentował Xawer

@Agata
Jak wesprzeć własne dziecko: dalej dostarczać mu wyzwań i intelektualnych prowokacji. Nie powiem w ciemno, czy robiąc to samemu, czy zmieniając liceum na inne, czy najmując mu jakiegoś tutora. Jeśli nie czuje się Pani na siłach w dyskusjach o fizyce i chemii, ani tym bardziej w robieniu doświadczeń (lepiej nie przesadzać, bo - zwłaszcza nie mając wprawy - łatwo o wypadek).
W czasach przedkoronawirusowych przyzwoitsze uczelnie (choćby większość wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego) prowadziły laboratoryjne zajęcia dla zainteresowanych licealistów.
Nie przesadzałbym tylko z naciskiem na doświadczenia (choć sam jestem fizykiem doświadczalnym, jako dziecko wychowującym się w laboratorium chemicznym ojca) - 99% edukacji to jednak teoria, a laboratoria i doświadczenia mogą być najwyżej uzupełnieniem i zachętą do rozkręcaania zainteresowań, ale ważne głównie dla młodszych...
Proszę też pomyśleć o wakacjach. Choćby wycieczka do CERN kosztuje tyle, co benzyna i tani pensjonat. A na miejscu można obejrzeć z bliska prawdziwą fizykę, nie tylko "demo dla uczniów".

Skomentował Ppp

A może odwrotnie, paski należałoby rozmnożyć?
Czerwony za wysoką średnią wyników w nauce – jak dotychczas.
Różowy pasek – jak komuś zabraknie do czerwonego jakiejs odrobinki. Pracował na czerwony, ale o milimetr chybił – nagroda się jednak należy.
Czarny za specjalizację – za „ścisłowca”, „humanistę”, „przyrodnika”, czy „artystę”. Jak ktoś jest bardzo dobry z kilku pokrewnych przedmiotów, to też zasługuje na wyróżnienie, choć jest słabszy w innych.
Zielony za postęp – W zeszłym roku średnia 3,0, w tym roku 4,1. Zasługuje!
Niebieski za solidność/stabilność. – Jak ktoś przez np. trzy lata nie spada ze średnią poniżej 3,5. Nie jest geniuszem, by był czerwony pasek, ale nagroda za solidną pracę się należy.
Myślę, że to byłoby dobre – aby każdy miał realną szansę na zdobycie jakiegoś wyróżnienia. Teraz jakiś średniak może stwierdzić, że szkoda walczyć o coś, na co nie ma szans. Jakby było więcej pasków, to nawet dość słaby uczeń miałby powód do starania się.
Pozdrawiam.

Skomentował Agata

@Jarosław Pytlak
@Xawier

Mamy w domu "pracownię" biologiczną ale chemicznej jednak unikam...
Mój syn ogląda i wykorzystuje nagrania, np.:
https://www.youtube.com/watch?v=pLLPLILk7s0
i dlatego zazdrości...

Skomentował Xawer

Jeśli mani latorośl dysocjacja wkręciła, to proszę zrobić prostą (i raczej bezpieczną) próbę rozdziału związki na składowe pierwiastki. czy też zamiany jonów na atomy/cząsteczki na przykład przeprowadzić elektrolizę wodnego roztworu chlorku miedzi (czyli wody z jonami Cu++ i Cl-) w wyniku jedna z elektrod pokryje się czerwonym osadem miedzi, a z drugiej będą lecieć śmierdzące bąbelki chloru.

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...