Blog

„Ja z synowcem na czele, i - jakoś to będzie!”

(liczba komentarzy 3)

Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie,
Ja z synowcem na czele, i - jakoś to będzie !"
"O polska krwi! "

   Niedługo minie 200 lat od kiedy te słowa Wieszcza ujrzały światło dzienne w strofie „Pana Tadeusza”. Im dłużej żyję, tym wyraźniej dostrzegam w nich kwintesencję naszego narodowego modus operandi, w którym emocje i patriotyczne uniesienia o wiele długości wyprzedzają rozum. Cóż, dobrze się o tym pisze i czyta, gorzej, gdy dopada nas w życiu.

Zdarzyło mi się już stwierdzić, że „Jakoś to będzie!” jest znakiem firmowym polskiej edukacji. Ale nasza branża nie jest wyjątkiem. Dzięki Marcinowi Jędrychowskiemu, dyrektorowi Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, przekonałem się, że inni nie mają lepiej. Co wcale mnie nie ucieszyło…

Dyrektor największej i najnowocześniejszej placówki w Polsce, która została przemianowana na szpital jednoimienny, opowiada ONET-owi o tym, jak wygląda przaśna rzeczywistość na froncie walki z korona wirusem. Całość jest bardzo dołująca, ale mnie w tym wywiadzie powalił passus, dość niepozorny na tle innych zawartych w nim informacji:

Wy jako Szpital Uniwersytecki macie dostarczać wyniki badań w 24 godziny. Tak wynika z umowy zawartej z NFZ?

Takie są założenia tej umowy. Ze strony NFZ była to jednak propozycja nie do odrzucenia. Propozycja, która w realiach w jakich przyszło nam pracować, jest trudna do realizacji. Jako szpital już w pierwszych dniach pandemii postawiliśmy na to, że po pierwsze będziemy robić bardzo dużą ilość badań. Na początku było to 400 dziennie, potem 600, a teraz blisko 1,2 tys. dziennie. To już jest naprawdę ogromna ilość. A samych wymazów i tak jest zdecydowanie więcej. Nie jesteśmy w stanie tego fizycznie przerobić tej ilości. W efekcie NFZ nakłada na nas z tego powodu kary finansowe w wysokości kilkudziesięciu złotych od badania. Jeśli przemnożymy to przez liczbę przypadków, to kwota robi się już bardzo duża i niezwykle obciąża budżet szpitala.

Powtórzę, powoli, uzupełniając o niezbędne uściślenia:

1. Szpital Uniwerystecki w Krakowie w ramach walki z COVID-19 został wyznaczony jako tzw. jednoimienny, czyli wyspecjalizowany tylko do tego zadania.

2. Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na szpital obowiązek dostarczania wyników badań wymazów w 24 godziny.

3. Mimo potrojenia dziennej wydajności analiz szpital nie wyrabia się z zadanym terminem – w końcu laboratorium nie jest z gumy, a na dokładkę Małopolska cały czas znajduje się w czołówce liczby zakażeń, więc materiału do badania jest dużo, bardzo dużo…

4. NFZ nakłada na szpital kary za niewywiązanie się z narzuconego („propozycja nie do odrzucenia”) obowiązku, czyli odbiera część pieniędzy, jakie płaci na jego utrzymanie.

5. I „jakoś to będzie”, choć dyrektor Jędrychowski, jak się zdaje, nie jest o tym przekonany, więc alarmuje opinię publiczną.

   Człowiek prosty pomyślałby, że NFZ powinien zlecać tyle badań szpitalowi, ile ten jest w stanie wykonać, a nadwyżkę oferować innym laboratoriom, płacąc im z funduszu, którego ów szpital nie jest w stanie przerobić. Nie będę kontynuował tego rozumowania, zostawiając je inteligencji Czytelnika.

   Oczywiście ONET jest medium w rękach obcego kapitału, więc publikuje, co publikuje, aby podkopać niekłamany dorobek ministra Szumowskiego, o którym on sam z dumą opowiedział, żegnając się ze swoim stanowiskiem. Patriotycznie nastawiony publikator nie postąpiłby tak haniebnie…

   Z radością i uznaniem witam dyrektora Jędrychowskiego w gronie tych, którzy głośno i pod nazwiskiem mówią, że król jest nagi.

   Nawiasem mówiąc, praktyka, jaką stosuje NFZ powinna być bardzo inspirująca dla kierownictwa Ministerstwa Edukacji Narodowej. To przecież pomysł wart ekonomicznego Nobla, aby, na przykład, nakładać na szkołę karę finansową za niezrealizowanie narzuconej odgórnie podstawy programowej! Albo za słaby wynik zewnętrznego egzaminu.

   Eeech, zebrało mi się na czarny humor…

 

 

 

Wróć

Dodaj komentarz

Skomentował Włodzimierz Zielicz

A tymczasem w Waszawie brakuje wg Rzepy ponad 2000 nauczycieli, a najbogatsze miasto w Polsce (z czego akurat te problemy kadrowe wynikają!!!!) NIC nie robi żeby problem rozwiązać choć częściowo. Jedyne co robi, to wskazuje kelnerskim gestem "Kolega!" na MEN. Tyle, że ŻADEN rząd nie da warszawskim nauczycielom wyższych stawek niż w Polsce powiatowo-gminnej, gdzie akurat nauczycieli nie brakuje - wyższa siła nabywcza zarobków, łatwiejsza praca (bo o wiele mniejsze klasy, czasem kilkuoosobowe ( w stolicy - 36!)). A za 2 lata zacznie się w szkołach średnich Armagedon, przy którym zeszłoroczna kumulacja to pikuś ... :-(

Skomentował Xawer

Zawsze mnie zastanawia, co znaczy "propozycja nie do odrzucenia"?
Jeśli na niej tracą, to powinni odrzucić i mieli do tego prawo. Jeśli zyskują, to nie narzekać, że tracą. Jeśli popełnili błąd, szacując swoje możliwości, to mieć pretensje do samych siebie, że nie wywiązują się z zadania ponad siły, któego się podjęli z własnej woli

Skomentował Xawer

Jeśli ktoś na menedżerskim stanowisku znajduje się w sytuacji niemożności podołania swoim zadaniom, to składa dymisję Idzie na emeryturę, znajduje sobie pracę jako taksówkarz albo kasjer w Biedronce. Wtedy nie na Jędrychowskim, ale na min. zdrowia (kto nim będzie?) i prez. Krakowa Majchrowskim spoczywać będzie odpowiedzialność za zapewnienie opieki zdrowotnej.

Nasza strona używa, do prawidłowego działania używa technolgii ciasteczek. Więcej informacji na ten temat na stronie: Więcej...